niedziela, 5 marca 2017

podkład annabelle minerals - moje wrażenia


Annabelle Minerals jest polską marką, specjalizującą się w tworzeniu kosmetyków mineralnych. Od dawna kusiły mnie minerały, jednak średnio wyobrażałam sobie podkład w sypkiej wersji.
Mój stan cery ostatnio dosyć mocno się pogorszył i to skłoniło mnie do zastanowienia się nad zmianą produktów używanych w codziennym makijażu. Uznałam, że może czas najwyższy ograniczyć ilość chemii nakładanej na twarz. Można trafić na świetne fluidy drogeryjne, jednak nie ma się co oszukiwać - stosowanie ich na co dzień nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, szczególnie dla cer problematycznych i skłonnych do zapychania.

Podkłady Annabelle Minerals dzielą się na trzy formuły

matującą 
kryjącą
rozświetlającą 

Każda z formuł dzieli się na cztery gamy kolorystyczne:

beige - cera z tonami różowymi
natural -cera neutralna
golden - cera z tonami oliwkowymi/żółtymi
sunny - cera z tonami ciepłymi/żółtymi


Każda gama ma po kilka odcieni, więc wybór jest naprawdę ogromny. Na stronie producenta jest możliwość zamówienia próbek, więc najlepszym rozwiązaniem jest wybranie kilku i przetestowanie ich w domowym zaciszu. Ja jestem niestety zbyt niecierpliwa. Napisałam maila do działu obsługi z prośbą o pomoc w dobraniu odpowiedniego dla mnie odcienia, podałam firmę i nr podkładu którego używałam do tej pory i błyskawicznie dostałam odpowiedź :) Annabelle ma naprawdę fantastyczną obsługę klienta, polecono mi odcień Fairest z gamy Golden lub Sunny, a dodatkowo udzielono szczegółowych porad 'dla początkujących'.

Okazało się, że odcień Golden Fairest w formie matującej był strzałem w dziesiątkę. Idealnie stapia się z moją cerą, w ogóle nie odcina się od szyi, co w moim przypadku zdarza się niezmiernie rzadko. Zamówiłam również pędzel typu flat top oraz gąbęczkę Softie w rozmiarze M. Sczerze mówiąc myślałam, że gąbeczka okaże się większa, więc darowałam sobie nakładanie przy jej pomocy podkładu. Idealnie służy do aplikowania rozświetlacza w płynie :)

Pierwsze wrażenie

Początkowo starałam się nałożyć podkład na sucho, jednak kompletnie się to u mnie nie sprawdziło. Próbowałam go wpracować w skórę twarzy przy pomocy ruchów kolistych, stęplujących i jakich tylko można sobie jeszcze wyobrazić, jednak efekt niezbyt mnie zadowalał. Było jakoś dziwnie.. za sucho? Bardzo możliwe, że po prostu nie potrafię tego robić. To sprawiło, że trochę się zraziłam i zrezygnowana uznałam, że będę zmuszona już na zawsze zostać przy podkładach płynnych :D

Podkłady mineralne można również aplikować na mokro, ale wyczytałam, że to już 'wyższa szkoła jazdy'. Otóż wcale nie! Ta metoda aplikacji okazała się o niebo prostsza i efekt, który uzyskałam sprawił, że raczej zostanę z minerałami na dłużej. Przy dwóch cienkich warstwach zyskałam zadowalające krycie, wykończenie było matowe, jednak nie pudrowe. W ogóle nie czułam, że mam coś na twarzy. Makijaż wygląda niesamowicie naturalnie i jestem skłonna stwierdzić, że wygląda jak druga skóra. Wydaje mi się, że podkład podkreśla rozszerzone pory, jednak u mnie praktycznie każdy fluid to robi. Po ok 4h zaczynam się delikatnie świecić, ale w ruch idzie puder ryżowy i makijaż znów wygląda całkiem dobrze. Czytałam, że skóra potrzebuje czasu aby przyzwyczaić się do minerałów, więc mam nadzieję, że skoro na chwilę obecną jest nieźle, to za jakiś czas będzie faantastycznie :D.

A jakie są Wasze doświadczenia z kosmetykami mineralnymi :)?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz